Wyobraźcie sobie Jana Matejkę. Maluje portret za portretem, łatwy dukat, Klienci są radzi, pracownia się rozkręca, serce roście. Trochę tylko wieje nudą. I wtedy przychodzi Klient i zagaduje “Johnny, stary druhu, mam taką jedną pustą ścianę w zamku, może byś mi tak strzelił Bitwę pod Grunwaldem”? Matejko na to “Czemu nie…!” :DDDDDWiadomo, że skala nie ta sama, a i historia była trochę inna, ale mam tak samo, kiedy dostaję projekt ogrodu inny niż TNT ( czytaj #trawa&tuje ). Trafił mi się Klient lubiący cień, lubiący starodrzew, lubiący szum wody i dodatkowo z romantycznym nastawieniem. A jeszcze dostałem prawie dowolność w kreacji roślinno-przestrzennej. Nie przepuszcza się takich możliwości, a projekt, chociaż obfitujący w multum detali i masę dodatkowej pracy, daje satysfakcję jak żaden inny.Postawiliśmy wraz z Klientem następujące założenia:
  • teren ma niezobowiązujący charakter ogrodu japońskiego, z dużą ilości cieniolubnych różaneczników (azalie, rododendrony), paprotników, bluszczy, rumianek japońskich, klonów japońskich;
  • część roślin, szczególnie z przodu domu, ma mieć zimozielone liście (rumianki, pierisy, ostrokrzewy, hebe, iglaki)
  • prawie wszystko opiera się na krzywych, naturalnych liniach;
  • przez środek ogrodu, wśród starych topól przepływa strumień, lawirując pomiędzy pniami; specjalnie w tym celu zrobiliśmy spadek poziomu terenu; strumień jest z gatunku “znikających”, bo urywa się nagle, spadając do podziemnej jaskini;
  • w strumieniu można się bezpiecznie kąpać, bo pompa i jego podwodne oświetlenie są zasilane urządzeniami na 12V, a za oczyszczanie wody odpowiada filtr z lampą UV;
  • po strumieniu mogą chodzić psy bez obawy o przebicie dna (zastosowaliśmy podwójną izolację geomembrany EPDM geowłókniną o gramaturze 400g/m^2) i grubą warstwę żwiru;
  • taras kompozytowy z najlepszej jakości deski ma kształt fortepianu i nawiązuje liniami do linii strumienia;
  • podświetlenie ogrodu w różnych miejscach wydobywa szczegóły przestrzenne w nocy; system ma czujnik zmierzchowy i bazuje na napięciu 12V;
  • za podlewanie ogrodu w całości odpowiada w pełni automatyczny system, ze strefami podlewania dokorzeniowego drzew, kropelkowym podlewaniem bylin oraz generatorami zamgławiania; te mgłowe zraszacze powodują przyjemne schłodzenie, a w ogrodzie stwarza się wyjątkowy mikroklimat cienistego, wilgotnego lasu; za autonomię systemu odpowiadają czujniki deszczu, nasłonecznienia oraz wilgotności gleby;
  • jest dużo miejsca na garden party;
  • jest nieformalne, kamienne miejsce posiedzeń;
  • jest duża markiza z wysokiej klasy materiału, chroniąca przed deszczem i słońcem;
  • sezon bytowania na ogrodzie jest wydłużony dzięki gazowemu ogrzewaczowi, czyli promiennikowi ciepła.
Prace zaczęliśmy od wykarczowania terenu z dzikich krzewów. Wycięliśmy także drzewa zagrażające budynkowi i pomniejsze samosiejki topoli.Procedura otrzymania zgody na wycinkę drzew dla firm posiadających teren jest dosyć żmudna (inwenatryzacje, nanoszenie każdego drzewa na mapy, spotkania z przedstawicielami urzędu w miejscu wycinki itd.), ale po jakimś czasie wszystko zostało załatwione. Następny krok to podniesienie terenu pod strumień, aby woda odpowiednio żwawo spływała. W tak gęstym zadrzewieniu musieliśmy ręcznie rozwieźć kilkadziesiąt metrów sześciennych ziemi, bo żaden ciężki sprzęt się tam nie zmieścił. Zasypując korzenie drzew trzeba pamiętać o zapewnieniu im dodatkowej wentylacji i nawodnienia. Już 20 cm dodatkowej gleby może spowodować, że dopływ wody i powietrza będzie ograniczony. Korzenie mogą gnić, a liście opadać, drzewo musi przechorować kilka sezonów zanim nie rozwinie nowych korzeni albo obumrze. My podnieśliśmy teren prawie o metr, dlatego doprowadziliśmy do poziomu korzeni rury drenażowe, a wokół pnia ułożyliśmy drenaż z otoczaków wraz z bezpośrednim dostarczeniem wody przewodami kroplującymi.Czas na “znikający strumień”. Zaczynamy od wykopania dosyć głębokiej krypty o pojemności ponad 1000 litrów. To będzie bufor wodny, który wypełni cały strumień po włączeniu zasilania. Dzięki temu oszczędzamy miejsce na oczko wodne, które na tak niedużej działce ciężko by było wpasować.Następnie kształtujemy profil koryta i pozostaje wyłożenie geowłókniną, wyłożenie gumą EPDM, znowu dwie warstwy geowłókniny, trochę kamieni, kable od podświetlenia 12V, żwir perłowy o różnych frakcjach i mała rzeczka już chlupie w swoim nowym korytku. Wyliczenia buforu się sprawdziły – spokojnie można włączyć i wyłączyć zasilanie bez obawy o zalanie czy zatarcie pompy pracą na sucho; brak wylewów po bokach – poziomowanie się zgadza, moc pompy dobrana idealnie (Oase 12v 12.000 l/h); reflektory częściowo zanurzone w wodzie – rzucają piękne, wodne bliki kłaniającym się drzewom.Specyfikacja strumienia:Szerokość tafli wody – około 40 cm; szerokość koryta – około 100cm; szerokość pasa otoczaków – 100-150 cm; długośc – 14 m; zbiornik retencyjny 1300 l; objętość wody w strumieniu – około 400 l; różnica poziomów – 60 cm.U źródła strumienia ustawiliśmy kilka głazów, na których można usiąść i wśród mchu i paprotek posłuchać szumu wody.Strumień podziwiamy wzdłuż jego całej okazałości z kompozytowego tarasu zbudowanego na konstrukcji pływającej, podsypanej klińcem i piaskiem. W tarasie również wstawiliśmy kilka oczek oświetlenia na 12V. Markiza o długości 7m daje przyjemny cień. Jest gdzie się schronić, bo do wsadzenia pozostało nam jeszcze pół tira roślin (projekt przewidywał około 400 szt. doniczek). A na deserek do rozwiezienia kilkanaście ton otoczaków, nie zważając na protesty Związku Nieprzeciążanych Taczek.W takich projektach dużo pracy wkładamy w przygotowanie detali, bez których całość byłaby tylko gruzowiskiem skalnym. Mam na myśli, oprócz normalnych nasadzeń miniaturowymi paprociami i “płożakami”, dodawanie elementów sprawiających wrażenie, że ogród żyje już od kilku lat. Mam kilka sekretów, ale najprostsze zabiegi to kilka starych gałęzi i spróchniałe kłody, oplatanie drzew dorodnymi pnączami czy wykładanie mchu wśród roślin i skał. Takie elementy dają gotowe schronienie owadom i małym ssakom, wypełniając przestrzeń, zanim rośliny po kilku sezonach zajmą je zgodnie z przewidywanym planem. Wielkim komplementem było dla nas stwierdzenie jednego z obserwatorów prac, że “ten ogród musiał tu już rosnąć od kilku lat”!